Rozumiem Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Korzystając z witryny wyrażasz zgodę
na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatnosci.
 
1 2 3 4
[CONTENT]
czwartek14.12.2017
  • zachód: 16:24
  • wschód: 08:39
  • zachód: 14:51
  • wschód: 04:14
  • faza: półpełny lewy (blask: 16%)
  • następna pełnia: 02 styczeń
  • Dzika Arktyka, królestwo morskich ptaków

    wróć
    Jarosław Wrosz 2013-10-14


    Zniewalająca uroda norweskich fiordów (archiwum Jarosława Wrosza) Uroda Spitsbergenu jest zniewalająca. Rozległe łańcuchy górskie, lodowce i fiordy tworzą jeden z najpiękniejszych krajobrazów Europy. W tym surowym klimacie, w czasie krótkiego arktycznego lata, w pełnych wrzawy koloniach swoje gniazda zakładają liczące tysiące osobników stada arktycznych ptaków. Jest to jeden z największych spektakli przyrodniczych powtarzający się nieustannie od tysięcy lat.

    Na strome zbocza spitsbergeńskich gór w kwietniu przylatują alczyki. W tym czasie śnieg zakrywa jeszcze wejścia do ich nor gniazdowych. Przypominające małe pingwinki alczyki, aby przyspieszyć jego topnienie, silnymi nóżkami dogrzebują się do ukrytych pod śniegiem ciemnych skał, które odsłonięte absorbują ciepło promieni słonecznych arktycznej wiosny. To niezwykle ważne, aby zjawić się na miejscu lęgowym jak najwcześniej. Ci, którym się to udaje mogą wybrać najlepsze nory i nisze do założenia gniazda. Najkorzystniej jest gniazdować wewnątrz kolonii, gdzie drapieżnikom trudno jest dotrzeć. Przypominające małe pingwinki alczyki (archiwum Jarosława Wrosza).

    Pod stokami zamieszkanymi przez ptaki zieleni się tundra. Pokryte mchem, porostami i drobnymi kwiatami kamienie, żwiry, brzegi potoków i rozlewisk, przypominają ilustracje ze stron trylogii Tolkiena.

    Wysoko na stromych skałach nad kolonią alczyków zamieszkały już mewy blade. Te ogromne ptaki o wynoszącej 180 cm rozpiętości skrzydeł, będą przez cały czas nawiedzać swoich niewielkich sąsiadów. Alczyki są bowiem podstawą ich diety. Mewa blada odzywa się rzadko, a jej mglisto blade upierzenie sprawia, że ma się wrażenie jakby patrzyło się na milczącego ducha mewy.
     
    Na wracające z morza nurzyki i maskonury wyczekuje wydrzyk ostrosterny. Będzie je nękał i napastował tak długo, aż udręczone ptaki „wyplują” ryby, które niosły dla piskląt. Ten chuligański sposób zdobywania pokarmu uczynił z wydrzyków wyśmienitych lotników. Ptaki te zawzięcie bronią swoich gniazd przed wścibskimi, same zaś ochoczo plądrują gniazda nawet większych od siebie ptaków.
     
    Tundra - wydaje się jałowa i niezamieszkana (archiwum Jarosława Wrosza).Niekiedy tundra wydaje się być jałowa i niezamieszkana. Jednak wystarczy chwila bezruchu, aby obserwator dostrzegł przeskakującą pomiędzy głazami śniegułę, czy drepczącego pośród niskich roślin biegusa morskiego lub siedzącego na gnieździe wydrzyka. Obecność reniferów zdradza jedynie ich ruch lub kontrastujący z arktycznym niebem kształt zwierzęcia. To zadziwiające, jak bardzo kolor futra maskuje ich sylwetkę na tle tundry. Renifery na Svalbardzie są mniejsze od swoich kontynentalnych braci. Jest to cena mieszkania na wyspach. Są też jedynymi jeleniowatymi, u których poroże wykształca się również u samic, więc nie tylko panowie są tu rogaczami. Nawet tak duży drapieżnik jak niedźwiedź polarny, pomimo swojego kontrastowego, kremowo żółtego ubarwienia, niknie pośród barw tundry. Na niedźwiedzie polarne polowano na Spitsbergenie jeszcze do lat 70-tych ubiegłego wieku. Obecnie, dzięki ochronie, ich populacja wzrosła i tylko nieostrożny wędrowiec zapuszcza się w tundrę bez broni. Przypadki ataków na ludzi nie należą do rzadkości. Tu bowiem niedźwiedź jest niekwestionowanym królem.
     
    Rozległość tej krainy budzi w człowieku potrzebę włóczęgi (archiwum Jarosława Wrosza).Przejrzystość arktycznego powietrza myli wzrok. Kamienie okazują się głazami, pobliskie góry, czy lodowce są o wiele mil wędrówki stąd. Również dzień polarny oszukuje organizm. Wędrówka słońca pozostaje cały czas widoczna na niebie. Zmieniają się jedynie cienie rzucane przez elementy krajobrazu. Niemal nie odczuwa się potrzeby snu. Rozległość tej krainy budzi w człowieku potrzebę włóczęgi. Wszystko jest tajemnicą. Jeśli zapomnieć o towarzyszach wyprawy, ma się wrażenie jakby człowiek stał się jedynym mieszkańcem tych wysp. I nie jest to uczucie osamotnienia. Jest w tym jakieś nabożeństwo. Jakby się stało na środku ogromnej katedry. Czuje się odwieczną, pozbawioną podziałów, sprawiedliwość przyrody,. O przetrwaniu nie decyduje tu zamożność przybysza, lecz doświadczenie i pokora wobec praw natury. Zmęczenie przychodzi nagle, przypominając nam, że nie pochodzimy z tej krainy.
     
    Rybitwa popielata - rekordzistka ptasich wędrówek (archiwum Jarosława Wrosza).Również w kwietniu z odległej Antarktyki przylatują na Spitsbergen rybitwy popielate. Są to prawdziwe rekordzistki ptasich wędrówek. W ciągu roku pokonują odległość między dwoma biegunami liczącą 18 000 km. W ciągu swojego życia rybitwa popielata przelatuje blisko milion kilometrów. Jeśli zbliżyć się do ich gniazda, ptaki natychmiast przystępują do ataku. Atakują z lotu, skrzecząc przy tym przenikliwie, a ostrym dziobem wymierzają ciosy w głowę intruza, gdyż nie wiedząc czemu jako cel ataku zawsze wybierają najwyższy punkt na ciele napastnika.
     
    Norwegowie nauczyli się, jak radzić sobie z tym upodobaniem rybitw i w miejscach, gdzie ich kolonie znajdują się w bliskim sąsiedztwie siedzib ludzkich, znajdziecie kosze z bambusowymi tyczkami i instrukcją informującą o tym co zrobić, by bezpiecznie przejść obok zaniepokojonych ptaków. Trzymana pionowo tyczka stanowić będzie właśnie ten najwyższy punkt, który będą atakować rybitwy. Głowa spacerowicza pozostanie nie tknięta, a wierzcie mi ukłucie rybitwy jest bolesne. Młode rybitw popielatych przypominają pstrokate puchate kamienie. Przychodzą na świat w skromnych, płytkich dołkach wysłanych suchymi źdźbłami i kawałkami muszli. Pod koniec lata wyruszą na swoją pierwszą wyprawę na otaczający Antarktydę pak lodowy. Ponieważ w tym okresie w Antarktyce również panuje dzień polarny, rybitwy popielate spędzają przy świetle dziennym więcej czasu niż jakiekolwiek inne zwierzę na świecie.
    Wielogatunkowe kolonie, na których obok siebie występują nurzyki, alki, maskonury i mewy, noszą nazwę ptasich bazarów i jest to określenie w pełni oddające gwar, jakim ptaki wypełniają okolice.
     
    Pośród kamieni i grubego żwiru gnieżdżą się bernikle białolice (archiwum Jarosława Wrosza).Pośród kamieni i grubego żwiru gnieżdżą się bernikle białolice. Mają w okresie wysiadywania jaj zwyczaj oddawania odchodów wokół gniazda, tworząc przy tym swoisty wał nawozu. Ponieważ bernikle wracają do swoich gniazd co roku, dzięki naturalnemu nawożeniu wokół berniklowego gniazda wyrasta zielony pierścień roślin. W Ny Alesund spotkałem bernikle pasące się pomiędzy zabudowaniami tej niewielkiej osady, zamieszkanej głównie przez naukowców i hotelarzy. Niewiele sobie robiąc z obecności człowieka, przypominały zachowaniem domowe gęsi. Niektóre z nich padały ofiarą lisów polarnych, których norę znalazłem pod jednym z domów. Wszystkie pieśce, jakie tam spotkałem nosiły na uszach ślady zainteresowania naukowców. W pozbawionym lemingów Spitsbergenie lisy polarne odżywiają się latem niemal wyłącznie ptakami. Zimą wyruszą na długie wyprawy, towarzysząc podobnie jak mewy modrodziobe polarnym niedźwiedziom, zjadając okruchy ze stołu króla bieguna północnego.
     
    Układy troficzne w Arktyce są proste. To wpływa na ogromną wrażliwość tego ekosystemu. Człowiek od czasu odkrycia tego obszaru wielokrotnie eksploatował bogactwa Arktyki, sięgając zarówno po jej dobra mineralne jak i poławiając ryby, czy polując na wieloryby, foki, pieśce i białe niedźwiedzie. I choć współcześnie wiele ran zadanych Arktyce przez człowieka się wygoiło to nadal nie jest to miejsce, które może całkowicie odetchnąć. Dziś największym zagrożeniem dla północnych rejonów Europy są postępujące zmiany klimatu związane z efektem cieplarnianym oraz zanieczyszczenia docierające tu z prądami morskimi i wiatrami z nad Europy. 
     
    Dziś miejsce to jest stolicą Svalbardu, a swoją nazwę Longyaerbyen zawdzięcza Johnowi Monroe Longyear, założycielowi osady górniczej i właścicielowi firmy Arctic Coal Company of Boston (archiwum Jarosława Wrosza).O istnieniu tych wysp wiedzieli już prawdopodobnie Wikingowie, jednak prawdziwy okres eksploracji Spitsbergenu zaczął się pod koniec XVI wieku, kiedy został on powtórnie odkryty przez Holenderskiego podróżnika Willlema Barentsa. Stał się wówczas ośrodkiem wielorybnictwa, myślistwa i rybołówstwa. Pierwszą dużą osadę o nazwie Smeerenburg wznieśli tu Holendrzy i Duńczycy na wyspie Amsterdaoya. Obecnie miejsce to jest nie zamieszkane, a o dawnym osadnictwie przypominają jedynie ruiny wielkich pieców, w których niegdyś wytapiano wielorybi tłuszcz. U schyłku XIX, w okolicy małej myśliwskiej osady odkryto złoża węgla kamiennego. Dla archipelagu rozpoczęła się nowa era, sięgnięto bowiem po jego bogactwa mineralne. Dziś miejsce to jest stolicą Svalbardu, a swoją nazwę Longyaerbyen zawdzięcza Johnowi Monroe Longyear, założycielowi osady górniczej i właścicielowi firmy Arctic Coal Company of Boston. Longyearbyen swój rozkwit przeżyło po II wojnie światowej. Obecnie jest ośrodkiem naukowym i centrum turystycznym.
     
    W poznanie tego obszaru niewątpliwy wkład mają nasi rodacy. Wewnątrz fiordu Hornsund, kilkaset metrów od brzegu Zatoki Białych Niedźwiedzi funkcjonuje od roku 1957 najdalej na północ wysunięta polska placówka naukowa. Stacją zawiaduje Instytut Geofizyki Państwowej Akademii Nauk. Od 1978 roku pracują w niej całoroczne ekspedycje organizowane przez Zakład Badań Polarnych Instytutu Geofizyki PAN. Tu też na swoich dwóch wyprawach polarnych przyrodę Spitsbergenu uwieczniał światowej sławy dokumentalista i fotograf przyrody Włodzimierz Puchalski.
     
    W październiku nad wyspami zapada polarna noc. Mogę sobie jedynie wyobrazić jak wygląda wówczas Spitsbergen. Śnieg przykrywa wszystko, zacierając kontury szarych skał i odległych szczytów. Nie słychać już wrzawy ptaków. Przyroda niemal milknie. Przemawia jedynie wiatr. Po zamarzniętym morzu włóczą się polarne niedźwiedzie, znacząc niekiedy śnieg czerwoną krwią zabitych fok. Niczym magiczny kandelabr świeci na spitsbergeńskim niebie polarna zorza. Po długiej zimie nadejdzie jednak wiosna, a z nią wielki zegar przyrody zatoczy koleje koło.
     
    Jeśli już odwiedzi się to miejsce, w duszy pozostaje nieopisana tęsknota za pięknem Spitsbergenu. To miejsce rzeźbi emocje i charakter człowieka, podobnie jak woda, wiatr i mrozy rzeźbiły przez miliony lat współczesny wizerunek archipelagu. Przez krótki czas byłem częścią tego krajobrazu i choć ślady moich stóp w tundrze przysypały już śniegi kolejnych zim, to kto wie, może któregoś dnia znów napełnię płuca rześkim arktycznym powietrzem, a Wy drodzy czytelnicy, staniecie się po raz kolejny towarzyszami mojej wędrówki.
    Jarosław Wrosz

    Pragnę serdecznie podziękować wszystkim uczestnikom projektu Alkekonge. Gdyby nie Oni, nigdy nie odwiedziłbym Spitsbergenu. Szczególnie dziękuję przy tym mojej żonie Marii i dzieciom: Zosi i Mateuszowi, którzy zgodzili się abym oddalił się od Nich tak daleko, a którzy podobnie jak Wy poznali to miejsce jedynie z moich opowieści.


    Artykuł opublikowany przez autora również w kwartalniku OTOP Ptaki’4’12

    Dodaj komentarz

    photo user
    odpowiedź do