Rozumiem Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Korzystając z witryny wyrażasz zgodę
na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatnosci.
 
1 2
[CONTENT]
piątek20.04.2018
  • zachód: 19:43
  • wschód: 05:29
  • zachód: --:--
  • wschód: 08:34
  • faza: półpełny prawy (blask: 18%)
  • następna pełnia: 29 maj
  • „Sprzęt” w survivalu

    wróć
    Stefan Świstak 2014-05-06
    Warto by się chwilkę zastanowić nad tematem zasadniczym. Jakie jest miejsce „sprzętu” w survivalu , i co jest czego uzupełnieniem? Przebywanie w terenie, często trudnym, przez kilka dni, tygodni ,...miesięcy? w różnych warunkach meteorologicznych narzuca pewne standardy i ograniczenia. Ustalają się priorytety. Jeśli jest to pobyt planowany, a naszym zasadniczym celem jest polowanie musimy być mobilni. jednocześnie rezygnując z części ekwipunku w celu redukcji masy, musimy zapewnić sobie minimum środków dla zaspokojenia potrzeb nadrzędnych. Priorytety zmieniają się ze zmianami stref klimatycznych, i pór roku, ale są to zmiany ilościowe lub jakościowe, w obrębie jakiegoś ustalonego zestawu.
    Skupiając się na naszej szerokości geograficznej musimy zapewnić sobie schronienie/nocleg, wodę, ogień/inne źródło ciepła. Tylko tyle, i aż tyle, na początek.  Schody zaczynają się przy pakowaniu gratów. Namiot, śpiwór karimata, kuchenka, gary, i mamy dziesięć kilo niezbędnego minimum, a gdzie reszta? Reszta to drugie dziesięć kilo rzeczy równie niezbędnych,... a  wszystko trzeba nosić na własnych plecach. I tu pojawiają się wątpliwości. Z czego możemy zrezygnować, a bez czego nie potrafimy(lub nie chcemy) się obyć?  W którym kierunku iść? Wydawać majątek na lekki namiot, czy świadomie z niego zrezygnować, i zastąpić ponczem? Kopać ziemiankę, co jest czaso, i energochłonne, czy wybudować szałas, a może jaskinia, i sterta zeschniętych liści? Jak daleko można się posunąć w redukcji bagażu, w sytuacji, w której jego wielkość/ wagę możemy zaplanować, kiedy naszym celem jest szeroko rozumiana działalność outdoorowa towarzysząca polowaniu, w przeciwieństwie do sytuacji stricte survivalowych jak katastrofa lotnicza w obcej strefie klimatycznej, wybuch jądrowy na Ukrainie, czy mniej abstrakcyjna lawina w Tatrach?
    Czy gotować w stalowym garnku z Alpinusa, drogim, ciężkim, niezawodnym, czy w aluminiowej wojskowej menażce, taniej, lekkiej, niezdrowej,...? A może uzdatniać wodę jodyną lub nadmanganianem potasu z podręcznej apteczki. Nosić na własnych plecach kawę, i cukier  czy zalewać wrzątkiem prażone żołędzie? Nosić konserwy i chińskie zupki, czy ograniczyć się do paczki kostek rosołowych, które pozwolą nam bez specjalnego obrzydzenia zjeść wszystko, jeśli nie będziemy zbyt intensywnie wpatrywać się w zawartość menażki. A może miesiąc wcześniej wziąć się za suszenie mięsa? W temacie rozniecania ognia napisano już prawie wszystko, ale czy tracić czas i energię na budowę łuku i świdra, czy nosić zapałki w pojemniku po fotograficznej kliszy? Wybierając plecak w którym nosić będziemy cały ten bałagan, kupimy go w sklepie sportowym, czy z demobilu którejś z armii, a może uszyjemy sami, z jednej z upolowanych , i własnoręcznie wyprawionych skór? Kompas, czy GPS? Co będzie gdy w tym drugim wyczerpią się baterie? Szereg trudnych pytań, na które odpowiedzi jednoznacznej nie ma. Ale każda jest na wagę złota, zwiększając komfort, i bezpieczeństwo przedsięwzięcia.

    Dodaj komentarz

    photo user
    odpowiedź do