Rozumiem Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Korzystając z witryny wyrażasz zgodę
na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatnosci.
 
1 2 3 4
[CONTENT]
środa13.12.2017
  • zachód: 16:24
  • wschód: 08:38
  • zachód: 14:28
  • wschód: 03:06
  • faza: półpełny lewy (blask: 24%)
  • następna pełnia: 02 styczeń
  • Turnieje siekierkowskie

    wróć
    Marek Maj 2013-09-22
    Łucznictwo można traktować dwojako, albo jako sport wyczynowy przez duże „S” z całą niezbędną oprawą lub jako koleżeńsko-towarzyskie spotkania. Takie właśnie amatorskie rozgrywki odbywają się kilka razy w roku na warszawskich Siekierkach.
                    Wszystko zaczęło się właściwie w połowie 2008 roku, kiedy to grupa zapaleńców ukrywająca się pod tajemniczą nazwą 4Pip postanowiła zorganizować Pierwsze Warszawskie Zawody 3D. Wszyscy ci ludzie spotykali się dużo wcześniej, strzelali razem z łuku i stanowili grupę znajomych. Idea, jaka zrodziła się wówczas w ich głowach, aby zorganizować takie mini-zawody na naszym, warszawskim podwórku rozwija się pomyślnie do dzisiaj. Patrząc wstecz na te pierwsze, jeszcze wówczas bardzo nieporadne próby wspólnej, terenowej zabawy z łukami, kiedy właściwie używanie  określenia” 3D” było zdecydowanie na wyrost, widzę, że zapał tych ludzi nie poszedł na marne. W tym naszym pierwszym, oficjalnym spotkaniu na Siekierkach brało udział zaledwie kilka lub kilkanaście osób. Przyszli zawodnicy uczestniczyli w rozstawianiu i oznakowywaniu celów. Wspólnie z organizatorami na własnych plecach dźwigali ciężkie tarcze z góry i pod górę. Pamiętam z jakim niepokojem i zaciekawieniem i pełen niepewności stawiłem się tego listopadowego dnia na starej strzelnicy wojskowej na Siekierkach. Stanowi ona znakomite miejsce do zwyczajnych treningów jak ido przeprowadzania imprez turniejowych z nutą rywalizacji. Ostrożność i rozsądek łuczników przy uprawianiu tej dyscypliny sportu - wspomagają wysokie wały tworzące solidne zabezpieczenie przed skutkami niecelnie oddanego strzału. Zupełnie nie przeszkadzało nam , że strzela się do płaskich tarcz z wizerunkami zwierząt, a jedynymi pełnoprawnymi figurami 3D były wtedy mały, niepozorny świstak i sfatygowany niedźwiedź.  Z godnością prężyły swe piękne sylwetki i ze stoickim spokojem przyjmowały celne strzały. Umiejętności strzeleckie większości uczestników pozostawiały wiele do życzenia, więc i nasze gumowe zwierzaki zbyt wiele nie ucierpiały.  
    Atmosfera, jaka wytworzyła się na tych pierwszych spotkaniach, towarzyszy im do dzisiaj i można by rzec, stanowi  o niepowtarzalnym charakterze siekierkowskich strzelań. Ze spotkania na spotkanie rosła liczba zarówno uczestników jak i  figur 3D.  Zapał grupy organizacyjnej 4Pip – Barbary, Krzysztofa, Adama i Wojtka do tego stopnia udzielał się wszystkim, że w chwili obecnej strzelania odbywają się w kilku, 8-10 osobowych, niezależnych grupach. Celowo nie używam sformułowania „zawody”, gdyż z nerwową atmosferą zawodów te  spotkania nie mają nic wspólnego. Choć w rozgrywkach czasem uczestniczą reprezentanci łuczniczej kadry krajowej, to nie ma tu „niespokojnego” ducha rywalizacji sportowej, brak jest nerwowego przeliczania punktów czy oczekiwania na błędy rywali.
    Łucznicy z warszawskich Siekierek potrafili stworzyć atmosferę jakiej pozazdrościć im mogą  organizatorzy łuczniczych imprez dużo wyższej rangi. Sytuacje wymagająca od strzelającego ekwilibrystycznych popisów w celu oddania strzału czy dociekanie miejsca ukrycia „zwierza” w trawach, względnie strome podejścia po mokrej trawie wywołują żartobliwe komentarze i salwy śmiechu. Strzały z drzewa i zza drzewa, spod zwisających gałęzi i szyją wyciągniętą jak u żyrafy - to chleb powszedni tych imprez. Różnorodne i trudne do oszacowania odległości ustawienia celów , nie mające nic wspólnego ze sztywnymi regulaminami podobnych zawodów - dodają tylko niesamowitego kolorytu i niepowtarzalności siekierkowskiemu strzelaniu. „Polowanie jest nieprzewidywalne” jak powiada jeden z organizatorów, więc i ustawienia tarcz są za każdym razem inne i równie nieprzewidywalne.
    Właśnie ta oryginalna niepowtarzalność  każdego turnieju powoduje, że niemal jak przez pączkowanie przybywa nowych uczestników spotkań. Już nie jest to tylko lokalna zabawa w sport łuczniczy, ale spotkanie pasjonatów i przyjaciół z całej Polski. Goście odwiedzający Siekierki reprezentują niemal wszystkie regiony kraju i wszelkie rodzaje łuków. W odróżnieniu od oficjalnych zawodów realizowanych według własnych regulaminów tutaj wszystkie rodzaje łuków strzelają razem i razem są klasyfikowane - no może nie wszystkie, bo łuki bloczkowe, nazywane żartobliwie „rowerami”, oceniane są osobno. Zastosowanie celowników i udogodnień w postaci redukcji siły naciągu, jakie posiadają łuki bloczkowe, zmusza organizatorów do ustawienia ich na innej „półce”. Cała reszta - czyli łuki myśliwskie –refleksyjne (recurve), angielskie długie, sportowe czy łuki wschodnie, potykają się na równych warunkach.  Szukanie zagubionych w wysokich trawach strzał stanowi nieodłączny element zawodów. Humor dopisuje zawodnikom bez względu na utracone strzały czy panującą pogodę.
     Zawody na Siekierkach odbywają się przez cały rok –pory roku nie są żadną przeszkodą – strzelaliśmy zarówno  przy lejącym się z nieba skwarze jak i trzaskającym mrozie. Mimo zastrzeżenia od jakiego zaczyna się każdy komunikat o zbliżającym się strzelaniu: „Jeżeli patyki nie będą leciały z nieba to….”, nie przypominam sobie , aby ta grupa „łuczniczych twardzieli” kiedykolwiek odwołała spotkanie z jakiegokolwiek błahego pogodowego powodu. To już nie patyki musiały by lecieć z nieba, a raczej gałęzie albo i  całe drzewa. Dla stałych bywalców Siekierki stały się niemal kultowe . Wiele osób nie strzelających w danym dniu z takich  przyczyn jak np. kontuzja , przyjeżdża aby przynajmniej spotkać się ze znajomymi. Te spotkania są niemal tak samo ważne, jak samo strzelanie. Stwarzają nam okazję aby podzielić się ze znajomymi ostatnimi przeżyciami czy ploteczkami, pochwalić się nowym sprzętem czy po prostu wyżalić się na stary, który zawiódł powodując dotkliwy brak narzędzia do strzelania.
    W kwietniu 2013 roku spotkaliśmy się po raz 33. Trzeba być prawdziwym pasjonatem , aby poświęcać tyle wolnego czasu na organizowanie aktywnego wypoczynku  dla innych. Ale strzelanie terenowe 3D, to nie wszystko czym zajmują  się pasjonaci z Siekierkach. W  ciągu roku jest cała masa okazji aby spotkać się i postrzelać w doborowym towarzystwie-  strzelania „jajeczkowe” przed Wielkanocą, „choinkowe” przed Bożym Narodzeniem, dzień Św. Sebastiana - patrona łuczników, Mikołajki, gdzie uczestnicy strzelają przebrani obowiązkowo w czerwone czapeczki - to elementy, które wrosły już w krajobraz strzelnicy na Siekierkach.
    Co najmniej dwa razy w roku warszawscy łucznicy biorą udział w Łuczniczym Turnieju Korespondencyjnym - w określonym czasie, na tych samych dystansach, do takich samych celów strzelają łucznicy tradycyjni z całej Polski i nie tylko, równocześnie bawią się z nami łucznicy z Czech , Słowacji, Węgier ,Niemiec, Rumunii, Cypru, Norwegii a nawet Australii i Malezji, - na koniec wyniki są zgłaszane i porównywane przez organizatora i pomysłodawcę Turnieju Korespondencyjnego w Bydgoszczy. Jest coś niesamowitego w strzelaniu z trzystoma zawodnikami z tak różnych krajów.
    Często po zakończeniu turnieju zasiadamy przy bigosie lub białym barszczu - a na świeżym powietrzu smakują wyśmienicie – wspominamy każdą chwilę i na nowo przeżywamy każdy strzał. A przy  znakomitych drożdżowych bułeczkach Agnieszki z Radomia planujemy kolejne spotkania.
    Ci co nigdy tam nie byli nie wiedzą co tak naprawdę ich ominęło.
    Żadne słowa nie oddadzą tej atmosfery i nastroju jaki towarzyszy spotkaniom na Siekierkach. Nie można tego ani opisać, ani przekazać w żaden inny sposób. Tam po prostu trzeba być, oddychać tym samym powietrzem, ślizgać się po tym samym błocie i marznąć na tym samym mrozie.
    Każdego, kto chciałby posmakować atmosfery tych spotkań, pragnę w imieniu własnym oraz innych uczestników zaprosić, aby odwiedził starą siekierkowska strzelnicę i wspólnie z nami rozkoszował się przebywaniem na świeżym powietrzu w towarzystwie takich jak on pasjonatów.